Od kilku dni chodzę jak martwa, nie mam czasu, żeby spać, mało jem. Muszę sobie przestawić zegar biologiczny, bo mam nastawionego go, że powinnam funkcjonować w nocy. Dlatego jak zombie siedziałam przed kompem do drugiej w nocy..
Temat dzisiejszej notki jest 'inny', gdyż jest o pewnej nieznanej nikomu osobie. A jest to niski Chińczyk, który wcale nim nie jest- Sopol!
Obiecałam mu, że napiszę o nim notkę na 1000 wejść, a że nadeszło to wyjątkowo szybko to nie znalazłam czasu, żeby trochę nad nią popracować.
Kontynuując...Sopola żem poznała na spotkaniu przedrozpoczęciowym, ale nieszczególnie miałam możliwość, żeby zwrócić na niego jakąkolwiek uwagę, gdyż ja siedziałam ze swoimi, on ze swoimi, ale okej.
Potem szkoła. Przez pewien czas nie wiedziałam, kto to jest, ale w sumie jakoś zaczęliśmy ze sobą gadać jak wywieszaliśmy karteczki o święcie ulicy, czyli jakoś w połowie października. Właśnie wtedy zaczęła się u mnie przejawiać mania na Pieseła, gdy tylko szłam i mówiłam: 'wow, wow, czo, takie urocze. wow, Pieseł wszędzie.' Owy człowiek się wtedy dołączył do tej inteligentnej konwersacji i tak raz po raz rozmawialiśmy po Piesełowemu.
A teraz? Hehehe.. Te rozkminy, że pewne osoby z naszej klasy są nawiedzone, widzą zmarłych ludzi i dlatego gadają do siebie... Gubienie Najeczków w domu, W DOMU...
A jaki jest Sopol? Sopol jest psychopatą, z którym będę poprawiać matmę, a oprócz tego jest dziebanym wandalem, który się czai na ciastka ode mnie i myśli, że jest takim fejmem. :CC I zbiera butki. I mam nagrać o nim film. XD
Sopol oprócz tego, że jest wandalem, psychopatą i kłamcą robi też graffiti. :3
Pomijając jego wszystkie złe cechy jest naprawdę miłym kolegą, który ma takie fajne farby, które są w postaci pisaka. T^T
Wiem, że post był bezsensu, ale cóż, obiecany. :)
Miłego wieczoru, Czytelnicy drodzy! <3
Mjuzik.
sobota, 4 stycznia 2014
piątek, 3 stycznia 2014
#14 Nieśmiałość. Ale ja się boję!
Cześć i czołem. :)
Każdy z nas zmaga się z różnymi cechami, przez które mamy siebie dosyć. (tak na marginesie, bądźmy cierpliwi do swojej osoby, bo zmiany wymagają długiego czasu pracy) Moją taką cechą jest nieśmiałość, z której wynika szereg innych cech, którymi nie jestem zachwycona. Są to między innymi małomówność, brak pewności siebie i aspołeczność. Jestem zamkniętym w sobie dzieciakiem? Nie, jestem ciuchutkim szaraczkiem, który nic nie osiągnie.
Zastanawiacie się, (pewnie nie) jak sobie daję radę w nowej szkole, gdzie wszystko i wszyscy są mi nieznani? Już w podstawówce miałam problemy z kontaktami z dziećmi. Lubiłam spędzać czas samotnie, dużo się uczyłam. Z dziećmi średnio umiałam się dogadać. Ale nadeszła taka pora, całkiem nagle i niespodziewanie, że zaczęłam się przełamywać. I było okej. Zaczęto mnie lubić, bawić, rozmawiać. Czułam się częścią społeczności.
Potem przygoda z kajakarstwem. Znalezienie pasji jest świetną metodą na poznanie ciekawych ludzi i otworzenie się. Co prawda, nadal byłam tą szarą, grzeczniutką cichą wodą, ale uczyłam się, jak to zwalczać.
Kolejny etap przez który musiałam przejść- gimnazjum. Nie było to straszne, przecież znałam już większość klasy ze względu na sportowy profil. Tam wiele osób zauważyło moją zmianę ze starej Laury na ciekawą osobę, godną poznania, która małymi krokami walczyła ze swoją okropną przypadłością.
Liceum... Jaki to był tajemny świat, jak ja się obawiałam tej szkoły, klasy.. Już wcześniej szukałam osób, z którymi będę w klasie, żeby nie czuć się zupełnie obco. Powstała grupa klasy D i tam umówiliśmy się na przedrozpoczęciowe spotkanie. Szczerze, umierałam ze strachu, że pokażę się z jak najgorszej strony, chciałam udawać kogoś lepszego, ale nie wyszło. Przyszłam odpowiednio wcześniej, czekałam na umówionym miejscu i tak spotkałam Patrycję, Marty, Klaudię, Laurę i Karolinę. Z czasem ludzie zaczęli do nas dołączać, a ja czułam niepokój, bo przecież nikogo nie znałam. Starałam się kontaktować i trafiłam na najbardziej zwariowaną grupę. I nie żałuję. Osoby, które akceptują moją nieśmiałość, na które mogę liczyć, a znamy się cztery miesiące. 'Myślę, że to będzie początek dobrej przyjaźni. Czuję się, jakbym znała Cię całe życie.' Ich stosunek do mnie naprawdę napawa mnie pewnością siebie i wiarą, że mimo tego, że nie muszę być ciekawą osobą, to zawsze będzie przy mnie ktoś do kogo mogę otworzyć usta.
Oczywiście cenię wszystkich z tej szalonej klasy idiotów. :) Niektórzy lubią mnie bardziej, drudzy mniej, ale z wszystkimi staram się dogadać, nawet jeśli wszystko we mnie krzyczy: 'Buu, ludzie są tacy straszni!'
Moja metoda na radzenie sobie ze strachem? (postanowienie 2014) Walczyć, przeciwstawić się swojemu umysłowi, zapomnieć o nieśmiałości. (co zaczyna mi wychodzić!) Największą nagrodą jest dla mnie śmiech otoczenia z moich gadanek i chęć utrzymywania rozmowy. Gdy tylko słyszę: 'Pieseł; Kloniku cudowny!' to wspominam sobie początek roku, gdy byłam jedną zagadką, gdy kurczliwie trzymałam się trzech osób i bałam się cokolwiek powiedzieć, bo obawiałam się poniżenia ze strony innych. Ale nawet gdy powiedziałam coś na poziomie ziemniaka to spotkałam się jedynie ze śmiechem. I śmiałam się również.
Jesteś cholernie nieśmiałym człowiekiem? Nie myśl o tym!
Od rozpoczęcia 2014 roku widzę masę zmian w sobie. Zaczynam dążyć do czego, co chcę osiągnąć od lat. Chcę utrzymywać wzrokowy kontakt. Co prawda, przy każdym udanym spojrzeniu czuję się trochę nieswojo, a moja podświadomość wręcz krzyczy: 'Tak, kurde, udało Ci się!' to wiem, że to dla mnie ogromny sukces, a w każdych oczach kryje się tajemnica. I że teraz będzie tylko lepiej.
Pamiętajcie, wierzcie w postawione sobie cele, a każdy sukces nagradzajcie i chwalcie, bo jesteście niesamowici. Każdy z Was z osobna, na różne sposoby. Więc nie poddawajcie się, bo stawka jest wysoka- liczy się WASZE szczęście.
Powodzenia. :)
Każdy z nas zmaga się z różnymi cechami, przez które mamy siebie dosyć. (tak na marginesie, bądźmy cierpliwi do swojej osoby, bo zmiany wymagają długiego czasu pracy) Moją taką cechą jest nieśmiałość, z której wynika szereg innych cech, którymi nie jestem zachwycona. Są to między innymi małomówność, brak pewności siebie i aspołeczność. Jestem zamkniętym w sobie dzieciakiem? Nie, jestem ciuchutkim szaraczkiem, który nic nie osiągnie.
Zastanawiacie się, (pewnie nie) jak sobie daję radę w nowej szkole, gdzie wszystko i wszyscy są mi nieznani? Już w podstawówce miałam problemy z kontaktami z dziećmi. Lubiłam spędzać czas samotnie, dużo się uczyłam. Z dziećmi średnio umiałam się dogadać. Ale nadeszła taka pora, całkiem nagle i niespodziewanie, że zaczęłam się przełamywać. I było okej. Zaczęto mnie lubić, bawić, rozmawiać. Czułam się częścią społeczności.
Potem przygoda z kajakarstwem. Znalezienie pasji jest świetną metodą na poznanie ciekawych ludzi i otworzenie się. Co prawda, nadal byłam tą szarą, grzeczniutką cichą wodą, ale uczyłam się, jak to zwalczać.
Kolejny etap przez który musiałam przejść- gimnazjum. Nie było to straszne, przecież znałam już większość klasy ze względu na sportowy profil. Tam wiele osób zauważyło moją zmianę ze starej Laury na ciekawą osobę, godną poznania, która małymi krokami walczyła ze swoją okropną przypadłością.
Liceum... Jaki to był tajemny świat, jak ja się obawiałam tej szkoły, klasy.. Już wcześniej szukałam osób, z którymi będę w klasie, żeby nie czuć się zupełnie obco. Powstała grupa klasy D i tam umówiliśmy się na przedrozpoczęciowe spotkanie. Szczerze, umierałam ze strachu, że pokażę się z jak najgorszej strony, chciałam udawać kogoś lepszego, ale nie wyszło. Przyszłam odpowiednio wcześniej, czekałam na umówionym miejscu i tak spotkałam Patrycję, Marty, Klaudię, Laurę i Karolinę. Z czasem ludzie zaczęli do nas dołączać, a ja czułam niepokój, bo przecież nikogo nie znałam. Starałam się kontaktować i trafiłam na najbardziej zwariowaną grupę. I nie żałuję. Osoby, które akceptują moją nieśmiałość, na które mogę liczyć, a znamy się cztery miesiące. 'Myślę, że to będzie początek dobrej przyjaźni. Czuję się, jakbym znała Cię całe życie.' Ich stosunek do mnie naprawdę napawa mnie pewnością siebie i wiarą, że mimo tego, że nie muszę być ciekawą osobą, to zawsze będzie przy mnie ktoś do kogo mogę otworzyć usta.
Oczywiście cenię wszystkich z tej szalonej klasy idiotów. :) Niektórzy lubią mnie bardziej, drudzy mniej, ale z wszystkimi staram się dogadać, nawet jeśli wszystko we mnie krzyczy: 'Buu, ludzie są tacy straszni!'
Moja metoda na radzenie sobie ze strachem? (postanowienie 2014) Walczyć, przeciwstawić się swojemu umysłowi, zapomnieć o nieśmiałości. (co zaczyna mi wychodzić!) Największą nagrodą jest dla mnie śmiech otoczenia z moich gadanek i chęć utrzymywania rozmowy. Gdy tylko słyszę: 'Pieseł; Kloniku cudowny!' to wspominam sobie początek roku, gdy byłam jedną zagadką, gdy kurczliwie trzymałam się trzech osób i bałam się cokolwiek powiedzieć, bo obawiałam się poniżenia ze strony innych. Ale nawet gdy powiedziałam coś na poziomie ziemniaka to spotkałam się jedynie ze śmiechem. I śmiałam się również.
Jesteś cholernie nieśmiałym człowiekiem? Nie myśl o tym!
Od rozpoczęcia 2014 roku widzę masę zmian w sobie. Zaczynam dążyć do czego, co chcę osiągnąć od lat. Chcę utrzymywać wzrokowy kontakt. Co prawda, przy każdym udanym spojrzeniu czuję się trochę nieswojo, a moja podświadomość wręcz krzyczy: 'Tak, kurde, udało Ci się!' to wiem, że to dla mnie ogromny sukces, a w każdych oczach kryje się tajemnica. I że teraz będzie tylko lepiej.
Pamiętajcie, wierzcie w postawione sobie cele, a każdy sukces nagradzajcie i chwalcie, bo jesteście niesamowici. Każdy z Was z osobna, na różne sposoby. Więc nie poddawajcie się, bo stawka jest wysoka- liczy się WASZE szczęście.
Powodzenia. :)
poniedziałek, 30 grudnia 2013
#13 Wyniki dyskusji, fałsz.
Na pewnej stronie zadałam pytanie dotyczące jednej z ostatnich notek. 'Co sądzicie o związkach z młodszymi osobami?' Od razu uzyskałam kilka podobnych odpowiedzi, ale zdarzyło się, że ktoś był 'poza innymi.''
'' Dla mnie wiek nie ma znaczenia !
Jeśli się kogoś kocha ,to wiek w tym nie ma roli..''
,,zależy, moim zdaniem to nie ma takiego znaczenia znaczenia gdyż wiek nie jest najważniejszy tylko dojrzałość w związku.''
,, Wiek się nie liczy, liczą sie uczucia ;)''
,, Jeśli chodzi o legalne związki to nie mam nic przeciwko. Myślę jednak, że związek czterdziestolatka z np. szesnastolatką może trochę źle wyglądać i nie podobać się policji.''
,,Mało mnie to interesuje, co inni ludzie robią i z kim, więc jest mi to po prostu obojętne. Sama jednak nie związałabym się z kimś młodszym, kompletnie mnie nie pociągają takie osoby. Przynajmniej na razie c:''
Teraz przejdźmy do dalszej części notki, nie związanej z lofkami, serduszkami, i te pe.
Tego jeszcze o mnie nie wiecie, sama niechętnie o tej mojej małej, niemiłej przypadłości mówię, ale jest we mnie garstka fałszu. Mówię garstka, bo i tak jest lepiej niż było, obgadywania staram się unikać jak ognia, a gdy słucham innych to po prostu niedobrze mi się robi na myśl, że byłam taka sama, a nawet może gorsza.i bym nadal taka byłą, gdyby jedna, jedna z ważniejszych dla mnie osób, nie powiedziała mi tego prosto w twarz, co wzbudziło mnie do refleksji i zastanowienia się nad swoim zachowaniem. I tak się stało, że powoli, małymi krokami zaczęłam to zwalczać. Gdy coś ktoś, ja po prostu milczałam. Starałam się, chociaż nie zawsze wychodziło.
Patent na plotkarzy? Na to ciężko. Trudno walczyć z czymś, co jest w ludzkim życiu od wieków. Mój sposób? Zbywać plotki innych, zmieniać temat na inny lub zaprzeczać temu, co mówią.
''-Według mnie to durne, że oni nadal coś, bo przecież to się spieprzy znowu, ona będzie mi płakać, a mnie się nie chce tego słuchać.
-Według mnie to urocze, że pomimo czasu nadal coś do siebie czują.
-No niby tak...''
W taki prosty sposób pokazuję swoje racje i mój 'oponent' zdębiał, bo myślał, że jego wypowiedź o jednej ze znajomych mnie ujmie, porwie i będę chciała paplać na taki temat. Bum, a tu nie.
Z plotkarstwem należy walczyć, zdecydowanie.
Co zrobić, by dowiedzieć się o sobie prawdy?
Pokłóć się z przyjaciółką- plotkarą. :)
Teraz ja lecę, zainstaluję Harrego Pottera i pakuje się na jutro na Sylwka! <3
Miłego, kochani! <3
'' Dla mnie wiek nie ma znaczenia !
Jeśli się kogoś kocha ,to wiek w tym nie ma roli..''
,,zależy, moim zdaniem to nie ma takiego znaczenia znaczenia gdyż wiek nie jest najważniejszy tylko dojrzałość w związku.''
,, Wiek się nie liczy, liczą sie uczucia ;)''
,, Jeśli chodzi o legalne związki to nie mam nic przeciwko. Myślę jednak, że związek czterdziestolatka z np. szesnastolatką może trochę źle wyglądać i nie podobać się policji.''
,,Mało mnie to interesuje, co inni ludzie robią i z kim, więc jest mi to po prostu obojętne. Sama jednak nie związałabym się z kimś młodszym, kompletnie mnie nie pociągają takie osoby. Przynajmniej na razie c:''
Teraz przejdźmy do dalszej części notki, nie związanej z lofkami, serduszkami, i te pe.
Tego jeszcze o mnie nie wiecie, sama niechętnie o tej mojej małej, niemiłej przypadłości mówię, ale jest we mnie garstka fałszu. Mówię garstka, bo i tak jest lepiej niż było, obgadywania staram się unikać jak ognia, a gdy słucham innych to po prostu niedobrze mi się robi na myśl, że byłam taka sama, a nawet może gorsza.i bym nadal taka byłą, gdyby jedna, jedna z ważniejszych dla mnie osób, nie powiedziała mi tego prosto w twarz, co wzbudziło mnie do refleksji i zastanowienia się nad swoim zachowaniem. I tak się stało, że powoli, małymi krokami zaczęłam to zwalczać. Gdy coś ktoś, ja po prostu milczałam. Starałam się, chociaż nie zawsze wychodziło.
Patent na plotkarzy? Na to ciężko. Trudno walczyć z czymś, co jest w ludzkim życiu od wieków. Mój sposób? Zbywać plotki innych, zmieniać temat na inny lub zaprzeczać temu, co mówią.
''-Według mnie to durne, że oni nadal coś, bo przecież to się spieprzy znowu, ona będzie mi płakać, a mnie się nie chce tego słuchać.
-Według mnie to urocze, że pomimo czasu nadal coś do siebie czują.
-No niby tak...''
W taki prosty sposób pokazuję swoje racje i mój 'oponent' zdębiał, bo myślał, że jego wypowiedź o jednej ze znajomych mnie ujmie, porwie i będę chciała paplać na taki temat. Bum, a tu nie.
Z plotkarstwem należy walczyć, zdecydowanie.
Co zrobić, by dowiedzieć się o sobie prawdy?
Pokłóć się z przyjaciółką- plotkarą. :)
Teraz ja lecę, zainstaluję Harrego Pottera i pakuje się na jutro na Sylwka! <3
Miłego, kochani! <3
niedziela, 29 grudnia 2013
#12 Things to do before I die...
Cześć.
Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie jedna notka.
Before I die; co zamierzam zrobić przed śmiercią?
Jest mnóstwo takich rzeczy, więc sporządziłam listę marzeń, pragnień. Mam świadomość, że z każdym nowym dniem będzie ona ulegać zmianie, będą dochodziły nowe i coraz to dziwniejsze rzeczy, do których zrobienia będę dążyć. Mam na co całe życie.
Jak stworzyć listę Before I die? Wystarczy kartka, długopis lub pusty dokument w komputerze. Zatop się w myślach. Czego pragniesz, o czym marzysz, a nawet śnisz? Co zawsze chciałeś dostać, osiągnąć? Zapisz to wszystko. WSZYSTKO. Nawet te bardziej nieirracjonalne pomysły. Wszystko jest do spełnienia! Wystarczy chcieć. Zachowaj kartkę, dokument i jak wpadnie Ci nowe marzenie- dopisz. Staraj się realizować, a te które dostały spełnione- wykreśl.
Bifor Aj daj? Co to da? Satysfakcję z tego, że chcesz dążyć do wyznaczonych celów. A potem jeszcze większą, gdy będziesz widzieć jak spełnione marzenia powoli, lub szybciej znikają z Twojej listy. 'Świetnie, udało się, dobra robota.'
Życie jest krótkie. Nie traćmy chwili. 'Jestem jedną nogą w grobie!' słyszę w serialu komiediowym. Ale cóż, taka niestety prawda, każdy dzień, miesiąc przybliża nas do odejścia. A ja się boję jednego- że nie wykorzystam życia tak, jak powinnam, że je po prostu zmarnuję. Że wszystko pójdzie nie tak, jak tego chciałam. Dlatego STOP! Przestańmy się umartwiać, przestańmy myśleć o niepowodzeniu!
CHWYTAJ DZIEŃ. KORZYSTAJ Z ŻYCIA. REALIZUJ MARZENIA.
Niech każdy z Was napisze swoją listę Before I die. Ja zrobię to tutaj, po każdym spełnionym marzeniu będę je wykreślać. Pamiętajcie, wierzę w Was i trzymam kciuki. Walczcie o marzenia.
B E F O R E I D I E .
1. Zdobyć medal na Mistrzostwach Polski Juniorów w kajakarstwie klasycznym.
2. Solidnie przetrenować rok 2014.
3. Starać się być dobrą przyjaciółką.
4. Przestać obawiać się utrzymywania kontaktu wzrokowego.
5. Powiedzieć rodzicom, że ich kocham.
6. Na któregoś Sylwestra wyjechać za granicę.
7. Zdać prawo jazdy, upoważniające do jazdy motorem.
9. Kupić motor.
10. Zaadoptować psa ze schroniska.
11. Wyjechać do Japonii.
12. Pojechać na rowerach do Torunia.
13. Zagadać smutną, nieznajomą osobę.
14. Zdać matematykę w pierwszym semestrze.
15. Zdać matematykę podczas całej nauki w liceum.
16. Kupić lustrzankę i zrobić sesję.
17. Nauczyć się gotować.
18. Przerobić wszystkie przepisy z czekoladowej książki kucharskiej.
19. Pojechać do USA.
20. Nagrać słynne 'challenges' i wstawić na bloga.
21. Pojechać na Antarktydę.
22. Pojeździć na słoniu.
23. Zwiedzić świat.
24. Napisać książkę.
25. Być poproszoną o autograf.
26. Być w telewizji/ gazecie.
27. Zrobić sobie tatuaż na prawej łopatce.
28. Polecieć samolotem.
29. Imprezować do białego rana.
30. Zapisać się na lekcje gry na instrumencie.
31. Ograć tatę w szachy na Kurniku.
32. Wygrać w Totolotka.
33. Codziennie się uśmiechać.
34. Rozmawiać o emocjach.
35. Kupić domek nad jeziorem.
36. Mieć kochającego chłopaka.
37. Zacząć wierzyć w siebie.
38. Wziąć udział w proteście/ strajku.
39. Wziąć udział w zawodach jeździeckich.
40. Pójść na koncert rockowy.
41. Pójść na koncert Happysad.
42. Spędzić noc pod gwiazdami.
43. Pływać w jeziorze przy pełni Księżyca.
44. Dostać się na dobre studia.
45. Zdać maturę.
46. Kupić konia.
47. Pojechać na obóz jeździecki.
48. Kupić wielgachnego misia.
49. Odbyć spacer po lesie w godzinach wieczornych.
50. Jechać rowerem nad jezioro, poznać tam ciekawe osoby.
51. Zgłębić tematy, o których miałam zerowe pojęcie.
52. Namalować mural.
53. Gdy Pani w sklepie zapyta, czy może być winna grosika, odpowiedzieć 'nie'.
54. Miło się bawić w gronie przyjaciół.
55. Wziąć udział w interesujących wykładach.
56. Systematycznie blogować.
57. Kąpać się w mleku.
58. Przeczytać książkę Stephena Kinga.
59. Nie spać dwie noce z rzędu.
60. Występować w przedstawieniu teatralnym.
61. Zjeść kebaba z ostrym sosem.
62. Zapisać się na zajęcia z samoobrony.
63. Zjeść włoskie spaghetthi i pizzę.
64.
Mieć najlepszego Sylwestra w dziejach.
65. Nie ziewać w muzeum.
66. Sprezentować komuś koszulkę z handmade nadrukiem.
67. Być na rodzinnym zjeździe.
68. Kupić campera.
69. Zjeść banany w czekoladzie.
70. Kupić najeczki na wiosnę.
71. Kiedyś tam mieć na nogach Jordany.
72. Narysować klasę chibi na kartce A3.
73. Nauczyć się wiersza w jak najkrótszym czasie.
74. Polecieć w kosmos.
75. Zapisać się na wolontariat do schroniska.
76. Skoczyć na bungee.
77. Zrobić sobie motywujący napis na ścianie.
78. Zjeść papryczkę chili.
79. Nauczyć się grać w piłkę nożną i siatkówkę.
80. Budzić się z uśmiechem na ustach.
81. Zakopać topory niezgody.
82. Wsiąść w byle jaki autobus i pojechać gdzieś.
83. Pojechać pociągiem na sam koniec Polski.
84. Pojechać na konwent.
85. Pójść na imprezę karaoke.
86. Urządzić najlepszą osiemnastkę w dziejach.
87. Nakręcić film.
88. Iść do kina na horror. Sama.
89. Śmiać się do łez.
90. Spacerować z chłopakiem w lesie w pełni księżyca.
91. Całować się w deszczu.
To póki co moje marzenia do spełnienia. Jak ktoś chce to przeczyta, jak nie to nie. Proste. Niektóre bardziej realne, inne mniej. Ale trzymam za każde z nich kciuki i jak możecie- pomóżcie mi. :)
Jak będę w domku to postaram się dodać posta, jutro rano wrzucę coś iście Sylwestrowego.
Miłego wieczoru. :)
Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie jedna notka.
Before I die; co zamierzam zrobić przed śmiercią?
Jest mnóstwo takich rzeczy, więc sporządziłam listę marzeń, pragnień. Mam świadomość, że z każdym nowym dniem będzie ona ulegać zmianie, będą dochodziły nowe i coraz to dziwniejsze rzeczy, do których zrobienia będę dążyć. Mam na co całe życie.
Jak stworzyć listę Before I die? Wystarczy kartka, długopis lub pusty dokument w komputerze. Zatop się w myślach. Czego pragniesz, o czym marzysz, a nawet śnisz? Co zawsze chciałeś dostać, osiągnąć? Zapisz to wszystko. WSZYSTKO. Nawet te bardziej nieirracjonalne pomysły. Wszystko jest do spełnienia! Wystarczy chcieć. Zachowaj kartkę, dokument i jak wpadnie Ci nowe marzenie- dopisz. Staraj się realizować, a te które dostały spełnione- wykreśl.
Bifor Aj daj? Co to da? Satysfakcję z tego, że chcesz dążyć do wyznaczonych celów. A potem jeszcze większą, gdy będziesz widzieć jak spełnione marzenia powoli, lub szybciej znikają z Twojej listy. 'Świetnie, udało się, dobra robota.'
Życie jest krótkie. Nie traćmy chwili. 'Jestem jedną nogą w grobie!' słyszę w serialu komiediowym. Ale cóż, taka niestety prawda, każdy dzień, miesiąc przybliża nas do odejścia. A ja się boję jednego- że nie wykorzystam życia tak, jak powinnam, że je po prostu zmarnuję. Że wszystko pójdzie nie tak, jak tego chciałam. Dlatego STOP! Przestańmy się umartwiać, przestańmy myśleć o niepowodzeniu!
CHWYTAJ DZIEŃ. KORZYSTAJ Z ŻYCIA. REALIZUJ MARZENIA.
Niech każdy z Was napisze swoją listę Before I die. Ja zrobię to tutaj, po każdym spełnionym marzeniu będę je wykreślać. Pamiętajcie, wierzę w Was i trzymam kciuki. Walczcie o marzenia.
B E F O R E I D I E .
1. Zdobyć medal na Mistrzostwach Polski Juniorów w kajakarstwie klasycznym.
2. Solidnie przetrenować rok 2014.
3. Starać się być dobrą przyjaciółką.
4. Przestać obawiać się utrzymywania kontaktu wzrokowego.
5. Powiedzieć rodzicom, że ich kocham.
6. Na któregoś Sylwestra wyjechać za granicę.
7. Zdać prawo jazdy, upoważniające do jazdy motorem.
9. Kupić motor.
10. Zaadoptować psa ze schroniska.
11. Wyjechać do Japonii.
12. Pojechać na rowerach do Torunia.
13. Zagadać smutną, nieznajomą osobę.
14. Zdać matematykę w pierwszym semestrze.
15. Zdać matematykę podczas całej nauki w liceum.
16. Kupić lustrzankę i zrobić sesję.
17. Nauczyć się gotować.
18. Przerobić wszystkie przepisy z czekoladowej książki kucharskiej.
19. Pojechać do USA.
20. Nagrać słynne 'challenges' i wstawić na bloga.
21. Pojechać na Antarktydę.
22. Pojeździć na słoniu.
23. Zwiedzić świat.
24. Napisać książkę.
25. Być poproszoną o autograf.
26. Być w telewizji/ gazecie.
27. Zrobić sobie tatuaż na prawej łopatce.
28. Polecieć samolotem.
29. Imprezować do białego rana.
30. Zapisać się na lekcje gry na instrumencie.
31. Ograć tatę w szachy na Kurniku.
32. Wygrać w Totolotka.
33. Codziennie się uśmiechać.
34. Rozmawiać o emocjach.
35. Kupić domek nad jeziorem.
36. Mieć kochającego chłopaka.
37. Zacząć wierzyć w siebie.
38. Wziąć udział w proteście/ strajku.
39. Wziąć udział w zawodach jeździeckich.
40. Pójść na koncert rockowy.
41. Pójść na koncert Happysad.
42. Spędzić noc pod gwiazdami.
43. Pływać w jeziorze przy pełni Księżyca.
44. Dostać się na dobre studia.
45. Zdać maturę.
46. Kupić konia.
47. Pojechać na obóz jeździecki.
48. Kupić wielgachnego misia.
49. Odbyć spacer po lesie w godzinach wieczornych.
50. Jechać rowerem nad jezioro, poznać tam ciekawe osoby.
51. Zgłębić tematy, o których miałam zerowe pojęcie.
52. Namalować mural.
53. Gdy Pani w sklepie zapyta, czy może być winna grosika, odpowiedzieć 'nie'.
54. Miło się bawić w gronie przyjaciół.
55. Wziąć udział w interesujących wykładach.
56. Systematycznie blogować.
57. Kąpać się w mleku.
58. Przeczytać książkę Stephena Kinga.
59. Nie spać dwie noce z rzędu.
60. Występować w przedstawieniu teatralnym.
61. Zjeść kebaba z ostrym sosem.
62. Zapisać się na zajęcia z samoobrony.
63. Zjeść włoskie spaghetthi i pizzę.
64.
Mieć najlepszego Sylwestra w dziejach.
65. Nie ziewać w muzeum.
66. Sprezentować komuś koszulkę z handmade nadrukiem.
67. Być na rodzinnym zjeździe.
68. Kupić campera.
69. Zjeść banany w czekoladzie.
70. Kupić najeczki na wiosnę.
71. Kiedyś tam mieć na nogach Jordany.
72. Narysować klasę chibi na kartce A3.
73. Nauczyć się wiersza w jak najkrótszym czasie.
74. Polecieć w kosmos.
75. Zapisać się na wolontariat do schroniska.
76. Skoczyć na bungee.
77. Zrobić sobie motywujący napis na ścianie.
78. Zjeść papryczkę chili.
79. Nauczyć się grać w piłkę nożną i siatkówkę.
80. Budzić się z uśmiechem na ustach.
81. Zakopać topory niezgody.
82. Wsiąść w byle jaki autobus i pojechać gdzieś.
83. Pojechać pociągiem na sam koniec Polski.
84. Pojechać na konwent.
85. Pójść na imprezę karaoke.
86. Urządzić najlepszą osiemnastkę w dziejach.
87. Nakręcić film.
88. Iść do kina na horror. Sama.
89. Śmiać się do łez.
90. Spacerować z chłopakiem w lesie w pełni księżyca.
91. Całować się w deszczu.
To póki co moje marzenia do spełnienia. Jak ktoś chce to przeczyta, jak nie to nie. Proste. Niektóre bardziej realne, inne mniej. Ale trzymam za każde z nich kciuki i jak możecie- pomóżcie mi. :)
Jak będę w domku to postaram się dodać posta, jutro rano wrzucę coś iście Sylwestrowego.
Miłego wieczoru. :)
#11 Związki, różnice wieku i te sprawy.
Piszę do Was z tramwaju, bo właśnie wracam z pewnego spotkania, podczas którego nasunął się temat pewnej dyskusji. Chodzi o związki z młodszymi osobami.
Koleżanka otrzymała pytanie na ask'u (hoho, tak gimbusiarsko), czy mogłaby być z dużo młodszym chłopakiem. Odpowiedziała, że oczywiście, że nie. Anonim stwierdził na to, że nie ważny jest wiek, a uczucie. Kto w takiej sprawie ma rację? Według mnie oby dwie strony, bo przecież nie jesteśmy w stanie wpłynąć na uczucie, które w nas siedzi.
Ale czy związek z takim chłopakiem ma sens, czy jest on dojrzały do swojej partnerki? To kwestia indywidualna, bo każdy jest przecież inny. Czasami 'gimbusy' są dojrzalsze od całej reszty towarzystwa. Sama znam taki przypadek (pozdrawiam :3).
W większości sytuacji towarzyszą czemuś takiemu wyśmiewanie, szydercze spojrzenia i uśmieszki. Ale to Polska, tolerancja- w sumie zerowa. Jakie społeczeństwo, tacy ludzie, prawda?
Związki.. Duża ilość z Was była w jakimś. (radzieckim, hohoh) Mieliście dziewczynę, chłopaka, z którymi ułożyło Wam się lepiej, czy gorzej. No, wiecie o co chodzi. Osobiście ja jestem forever alonem, ale wokoło siebie jest mnóstwo osób, które tak zwane 'drugie połówki' mają i są bardziej lub mniej zadowolone. Dzisiaj rozkminiałam, że jedna ma tego, druga startuje do tamtego, a ja taka sama. ._. Też tak macie? xd Okej, czasem (często -,-) to denerwujące, gdy nie ma się do kogo przytulić, czy coś, a w około wszędzie pary, miłość everywhere.
Ale 'amerykańscy naukowcy' stwierdzili, że jak się jest singlem to wszędzie widać szczęśliwe pary, a gdy jest się w związku to gdzie okiem sięgnąć są radośni single, którzy korzystają z życia. Z tym muszę się zgodzić akurat. :D
Kontynuując.. Ja sama nie mogę nazwać się szczęśliwą singielką. Za dużo już korzystałam z tej wolności. :3
Ale jak słyszę, że dziewczyna tyle walczyła o jednego chłopaka, on się stara, że o ja pierdziele, ona idzie na imprezę i tam spotyka typa, którego nie zna i równa z błotem tego pierwszego to mnie krew zalewa. Ale niee, ja się odezwać nie mogę, bo co ja tam wiem, ja się nie znam i mam się zamknąć, bo to tylko chłopak zawinił. O, ludzie.. Jak kobiety mają takie humory to nie chcę nią być. >...<
Póki co, idę coś konstruktywnego porobić, a w zanadrzu mam dla Was pomysł na kolejną notkę. :)
Koleżanka otrzymała pytanie na ask'u (hoho, tak gimbusiarsko), czy mogłaby być z dużo młodszym chłopakiem. Odpowiedziała, że oczywiście, że nie. Anonim stwierdził na to, że nie ważny jest wiek, a uczucie. Kto w takiej sprawie ma rację? Według mnie oby dwie strony, bo przecież nie jesteśmy w stanie wpłynąć na uczucie, które w nas siedzi.
Ale czy związek z takim chłopakiem ma sens, czy jest on dojrzały do swojej partnerki? To kwestia indywidualna, bo każdy jest przecież inny. Czasami 'gimbusy' są dojrzalsze od całej reszty towarzystwa. Sama znam taki przypadek (pozdrawiam :3).
W większości sytuacji towarzyszą czemuś takiemu wyśmiewanie, szydercze spojrzenia i uśmieszki. Ale to Polska, tolerancja- w sumie zerowa. Jakie społeczeństwo, tacy ludzie, prawda?
Związki.. Duża ilość z Was była w jakimś. (radzieckim, hohoh) Mieliście dziewczynę, chłopaka, z którymi ułożyło Wam się lepiej, czy gorzej. No, wiecie o co chodzi. Osobiście ja jestem forever alonem, ale wokoło siebie jest mnóstwo osób, które tak zwane 'drugie połówki' mają i są bardziej lub mniej zadowolone. Dzisiaj rozkminiałam, że jedna ma tego, druga startuje do tamtego, a ja taka sama. ._. Też tak macie? xd Okej, czasem (często -,-) to denerwujące, gdy nie ma się do kogo przytulić, czy coś, a w około wszędzie pary, miłość everywhere.
Ale 'amerykańscy naukowcy' stwierdzili, że jak się jest singlem to wszędzie widać szczęśliwe pary, a gdy jest się w związku to gdzie okiem sięgnąć są radośni single, którzy korzystają z życia. Z tym muszę się zgodzić akurat. :D
Kontynuując.. Ja sama nie mogę nazwać się szczęśliwą singielką. Za dużo już korzystałam z tej wolności. :3
Ale jak słyszę, że dziewczyna tyle walczyła o jednego chłopaka, on się stara, że o ja pierdziele, ona idzie na imprezę i tam spotyka typa, którego nie zna i równa z błotem tego pierwszego to mnie krew zalewa. Ale niee, ja się odezwać nie mogę, bo co ja tam wiem, ja się nie znam i mam się zamknąć, bo to tylko chłopak zawinił. O, ludzie.. Jak kobiety mają takie humory to nie chcę nią być. >...<
Póki co, idę coś konstruktywnego porobić, a w zanadrzu mam dla Was pomysł na kolejną notkę. :)
sobota, 28 grudnia 2013
#10 Depresja, niemoc i Agent.
Cześć. :)
Kolejne nudny dzień. Miałam problemy z zaśnięciem, co rano skutkowało wyjątkowym niewyspaniem. Teraz jestem po prostu nieprzytomna.
A rano trening. Bieganko. Wyleczyły mi się nogi, to od razu ciężko mi ruszyć tyłek, żeby się trochę spiąć i pobiec szybciej. Boję się w sumie, że kontuzja mi się nawróci. Rany, to mnie przeraża. :)
Potem krótka podróż do sklepu. I ten, mam młodzieńczą depresję. Po prostu.. Cała życiowa energia ze mnie uchodzi i uświadamiam się w tym, że to, co robię czasem nie ma najmniejszego sensu. Pewna osoba powie, że to przez nią, że nie mam zaprzeczać. Doda, że nie da się ze mną rozmawiać. Jak mogę rozmawiać normalnie z osobą, która wyrządziła mi więcej krzywd niż inne? Dzięki, najlepiej uciec.
Mogę mieć chorobę afektywną sezonową. Dzięki, Wikipedio! Okej, okej, nie popadajmy w paranoję. Jestem zdrowym, ale głupim człowiekiem, który obejrzałby kreskówki. O, tak, zdecydowanie.
Ogólnie, ciekawe jak to jest mieć taką prawdziwą depresję. W sensie, nie, nie chciałabym na to cierpieć, w żadnym razie, ale po prostu mnie to zastanawia, jak widzą świat tacy ludzie.
Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda świat oczami innych? Często myślałam, jak to jest widzieć samą siebie. Jak postrzegają mnie ludzie, tak serio, co o mnie myślą. dręczy mnie to kilka lat, ale ciężko ze szczerością, bo wątpię, abym była taka jak powiadają inni. Okej, może jest w tym ziarenko prawdy, ale co oni nagadają, hehe. Czy wszyscy kłamią, żeby takiemu niedowartościowanemu dzieciakowi było lepiej, lżej?
Ale cóż, życie toczy się dalej, a ja nie mogę cały ten czas stracić na umartwianiu się, nie jestem jakimś emosem, czy coś. >...< Kakao pomoże, kakao zrozumie. ALE NIE MA KAKAA. ŚWIAT MNIE NIENAWIDZI. ;-;
Wyobrażacie sobie łzy na tej dzikiej krzywej twarzy? Takie w sumie trudne, nie? A jednak. Ostatnio, jak dowiedziałam się, że jeden punkt zabraknął mi do zaliczenia semestru z matematyki (popraweczka po feriach) to cóż, płakałam. Nie tyle, co zrobiłam jakąś wielką histerię, ale po prostu, no:
'-Mam coś w oku..
-Tak, łzy!'
Z takim czymś się walczyć akurat nie dało. Zasadniczo rzadko staram się płakać. Matko, nie wiem, czemu piszę tu o moim płakaniu, no ludzie. XD
Przechodząc do reszty spraw... (szybka zmiana tematu, wow) Los Agentos dzisiaj znowu szalał po pokoju, ale nie rozbił sobie dziobka jak ostatnio. Widać, że nabrał wprawy i teraz siedzi na półce na pluszakach i chyba od dwóch godzin nie schodzi, gamoń jeden. Jak tak dalej będzie spędzał czas poza klatką to mu zamontuje jakieś żerdzie, czy coś, żeby miał na czym usiąść spokojnie w pokoju.
Postawiłam mu proso, niech się chłopak cieszy. Ogólnie wiecie jak on lubi tego piecha, na którym siedzi? Czasem go podgryza, a za pierwszym razem to dzięki niemu wniosłam Agenta do klatki.
To chyba jakiś piesełowy fetysz. Miło, że udzielił mu się nastrój mamci. :)
Wiecie, że na początku chciałam go nazwać Hachi? Po japońsku to osiem, szczęście, zesłany z nieba. Rozkminy, że będzie dawał mi szczęście i że jest stworzony specjalnie dla mnie.. Ale kto by to zapamiętał? Ludzie w mojej rodzinie nie są podatni na inne kultury, zwłaszcza takie japońskie. :)
Może później jeszcze coś dodam, może nie.. Jak znajdę temat na jakiś interesujący, pozotywny wpis to go dodam.
Trzymajcie się chłodno, bo na dworze aż siedem stopni! Ach, ta polska zima. </3
Kolejne nudny dzień. Miałam problemy z zaśnięciem, co rano skutkowało wyjątkowym niewyspaniem. Teraz jestem po prostu nieprzytomna.
A rano trening. Bieganko. Wyleczyły mi się nogi, to od razu ciężko mi ruszyć tyłek, żeby się trochę spiąć i pobiec szybciej. Boję się w sumie, że kontuzja mi się nawróci. Rany, to mnie przeraża. :)
Potem krótka podróż do sklepu. I ten, mam młodzieńczą depresję. Po prostu.. Cała życiowa energia ze mnie uchodzi i uświadamiam się w tym, że to, co robię czasem nie ma najmniejszego sensu. Pewna osoba powie, że to przez nią, że nie mam zaprzeczać. Doda, że nie da się ze mną rozmawiać. Jak mogę rozmawiać normalnie z osobą, która wyrządziła mi więcej krzywd niż inne? Dzięki, najlepiej uciec.
Mogę mieć chorobę afektywną sezonową. Dzięki, Wikipedio! Okej, okej, nie popadajmy w paranoję. Jestem zdrowym, ale głupim człowiekiem, który obejrzałby kreskówki. O, tak, zdecydowanie.
Ogólnie, ciekawe jak to jest mieć taką prawdziwą depresję. W sensie, nie, nie chciałabym na to cierpieć, w żadnym razie, ale po prostu mnie to zastanawia, jak widzą świat tacy ludzie.
Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda świat oczami innych? Często myślałam, jak to jest widzieć samą siebie. Jak postrzegają mnie ludzie, tak serio, co o mnie myślą. dręczy mnie to kilka lat, ale ciężko ze szczerością, bo wątpię, abym była taka jak powiadają inni. Okej, może jest w tym ziarenko prawdy, ale co oni nagadają, hehe. Czy wszyscy kłamią, żeby takiemu niedowartościowanemu dzieciakowi było lepiej, lżej?
Ale cóż, życie toczy się dalej, a ja nie mogę cały ten czas stracić na umartwianiu się, nie jestem jakimś emosem, czy coś. >...< Kakao pomoże, kakao zrozumie. ALE NIE MA KAKAA. ŚWIAT MNIE NIENAWIDZI. ;-;
'-Mam coś w oku..
-Tak, łzy!'
Z takim czymś się walczyć akurat nie dało. Zasadniczo rzadko staram się płakać. Matko, nie wiem, czemu piszę tu o moim płakaniu, no ludzie. XD
Przechodząc do reszty spraw... (szybka zmiana tematu, wow) Los Agentos dzisiaj znowu szalał po pokoju, ale nie rozbił sobie dziobka jak ostatnio. Widać, że nabrał wprawy i teraz siedzi na półce na pluszakach i chyba od dwóch godzin nie schodzi, gamoń jeden. Jak tak dalej będzie spędzał czas poza klatką to mu zamontuje jakieś żerdzie, czy coś, żeby miał na czym usiąść spokojnie w pokoju.
Postawiłam mu proso, niech się chłopak cieszy. Ogólnie wiecie jak on lubi tego piecha, na którym siedzi? Czasem go podgryza, a za pierwszym razem to dzięki niemu wniosłam Agenta do klatki.
To chyba jakiś piesełowy fetysz. Miło, że udzielił mu się nastrój mamci. :)
Wiecie, że na początku chciałam go nazwać Hachi? Po japońsku to osiem, szczęście, zesłany z nieba. Rozkminy, że będzie dawał mi szczęście i że jest stworzony specjalnie dla mnie.. Ale kto by to zapamiętał? Ludzie w mojej rodzinie nie są podatni na inne kultury, zwłaszcza takie japońskie. :)
Może później jeszcze coś dodam, może nie.. Jak znajdę temat na jakiś interesujący, pozotywny wpis to go dodam.
Trzymajcie się chłodno, bo na dworze aż siedem stopni! Ach, ta polska zima. </3
piątek, 27 grudnia 2013
#9 Atakują Klony.
Człowiek raz w życiu spotyka osobę, która wydaje się być jego odbiciem w
lustrze. Nie można tego zmarnować. To dar losu.
Poszukiwania bratniej duszy to najtrudniejsza i najdłuższa podróż, jaka
może czekać każdego z nas. Nawet powinna. Przemierzamy przed Pustynie Smutku,
Góry Lęku, Kaniony Nienawiści i Morza Płaczu. Dlaczego? Po to, by znaleźć
ukryty Skarb. Skarb bezcenny. Na końcu niebezpiecznej, czasochłonnej tułaczki
znajdziesz osobę podobną do siebie. Dzięki której dowiesz się, czym jest
lojalność, przyjaźń, braterstwo.
Ja już znalazłam swój Skarb. A Ty?
Był ciepły dzień, dostałam się do 'szkoły marzeń' i koleżanka wysłała mi posta, w którym dziewczyna oznaczyła dwie inne z informacją o tym, że idą do tej samej klasy, co ja! A jedna z nich nosiła imię takie same jak ja. Weszłam w jej profil. Na początku nie chciałam pisać, przeszkadzać, przecież mnie nie znała, a nie chciałam źle wypaść. Jednak potrzebowałam choć trochę nadziei, że będzie dobrze, a czułam, że moja imienniczka może mi ją zapewnić.
Już po paru minutach rozmowy dostrzegłyśmy masę podobieństw. 'Ej, jesteśmy klonami!' I się zaczęło. Coraz więcej podobieństw, tak mało różnic. Znalezienie takiej osoby było dla mnie wybawieniem w nowym, nieznanym mi otoczeniu. Laura była dla mnie jak gwiazda z nieba, serio. Znałam ją... nie, w sumie nie znałam, a czułam z nią więź taką, jaką z nikim innym. To było dziwne. A to dopiero początek naszej historii.
Znamy się cztery miesiące, a czuję jakby całe życie. ostatnio postanowiłam zrobić eksperyment. Laura podała pewien zespół, a ja na to, że ma wybrać jakąś piosenką, a ja zrobię to samo. Kliknęłam na jedną, potem zauważyłam tytuł, który bardziej mi się spodobał i okazało się, że ona zrobiła to samo. D: Przypadek? Nie sądzę.
Nasz wspólne dziwactwa mogłabym opowiadać godzinami, ale nie chcę Was zanudzać. Powiem tylko, że Laurątko jest dla mnie bardzo ważną osobą, która wcale nie jest taka jak ja. Jesteśmy podobne, ale mamy, mimo wszystko, masę różnic. Ona jest cudowną, inteligentną, szczerą, ambitną dziewczyną, z którą każdy dzień jest wyjątkowy.
Życzę znalezienia takiej osoby każdemu, ponieważ KAŻDEMU należy się poznanie kogoś takiego jak Klon, zaznanie takiego niesamowitego braterstwa.
Może ktoś z Was już ma pokrewną duszę za którą wskoczyłby w ogień?
DOBRANOC. <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)








